środa, 21 października 2009
290. Szergi, wiatr od pustyni
Goraco bylo wszedzie, dookola nas, wewnatrz nas, gorace bylo powietrze, goraca byla woda, goraca ziemia i niebo. Goracy byl Szergi-wiatr od pustyni. Przymykam powieki by dac ulge oczom, wysuszonym, wymeczonym, zwilzam usta. Goraco i piasek sawszechobecne, przynosi je ze soba Szergi, wyslannik Sahary.

Siedzimy na goracej ziemi z Pania Aicha. Przebieramy ziarna , ktore zmielimy na make. Oczyszczamy je z wysuszonych skorek, glaszczemy ziarna palcami. Jak w tym "Traktacie o luskaniu fasoli". Tylko, ze my siedzimy na ziemi i luskamy ziarna.
Przed nami jest pole, na polu wieczorami chlopcy graja w pilke, za polem jest Sahara.
Patrzy nas nas, a my na nia.

- U nas duzo sie je chleba- mowi Pani Aicha- Na sniadanie chleb z oliwa, na obiad chleb do tajine, na kolacje chleb. Ciagle chleb.
- A taki worek ziarna to na ile starczy?
- Pojdziemy do mlyna, zmielimy. Kiedys trudniej bylo, ja sama musialam mielic ziarno, do pieca drewna szukac. Teraz moge zaniesc ziarno do mlyna, potem ciasto ugniote, zaniose do publicznego pieca i juz mamy chleba duzo. Taki worek to na miesiac. Ja to duzo nie jem, Saida tez nie, to moi synowie, duze chlopy chleba naszego duzo jedza- smieje sie Pani Aicha.
- Laala Aisza, a pani codziennie robi chleb?
- Codziennie, rano nieraz chleb robi Saida, robotna dziewczyna. A ja juz pozniej jak wroce z pola, rano chodze do Palmiarni, dogladam mojego kawalka ziemi. Jak wroce to sobie mowie, Aicha, juz idzie poludnie, czas zrobic dzieciom chleba, koze wydoic.

Jest tak goraco, ruszamy sie bardzo powoli, albo wcale, slonce Maroka wyssysa z nas cala energie. Chodzimy w zwolnionym tepie, mowimy niewiele. Chowamy sie w cien, ale gdzie ten cien?

- A Ty lubisz chleb? -pyta Pani Aicha.
- No pewnie! - odpowiadam
( Tesknie do kraju tego gdzie poeci pisza wiersze o kruszynie chleba. Mojego kraju.Teskno mi, Panie)
- Ja najbardziej lubie swiezy chlebek – mowi Laala Aicha-Wyjadam wtedy srodek, mieciutki.
- Ja tez! - kiwam glowa.

Przeciez kochana Aicho, Aicho znad Sahary, Aicho z zakrytymi wlosami, Aicho w hidzabie, Aicho z dlonmi pomalowanymi henna, Aicho, ktora sama pieczesz chleb, ktora jadasz rekoma, siedzac na ziemi, Aicho z glinianego domku. Kochana Aicho, wiecej nas laczy niz dzieli.
O wiele wiecej.

13:59, ga_lapagos , echo
Link Komentarze (22) »
czwartek, 15 października 2009
289. Zimne i cieple
Wawrzynka wrocila!
Nie bylo jej dwa lata. I jak zwykle, z dobrymi przyjaciolmi, czas niczego nie zmienil.Czas tylko pomaga przyjazni dojrzec.Jak dojrzewaja jesienia owoce w jej ogrodzie. Spadaja nam pod stopy figi, lapczywie je otwieram i wyjadam purpurowy miaz. Strzasamy oliwki z drzewek. Na cytrusach pojawiaja sie pierwsze zielone jeszcze pomarancze i mandarynki. Znak, ze idzie zima.

Bawi mnie, gdy dostrzegam, ze mimo dwoch lat i dwoch kontynentow wciaz tyle mamy ze soba wspolnego. W jej lazience znalazlam ten sam peeling do ciala o zapachu cynamonu, ktory ja kupuje, ten sam oliwkowy szampon i olejek arganowy z Maroka. A na jej kanapie lezy ta sama ksiazka, ktora ja czytam (« Moj ojciec jest sprzataczka »).

Ale wrocmy do jej ogrodu, bo to jest piekny ogrod. I jestem pewna ze Wam rowniez sie podoba. W tym ogrodzie jest stary drewniany stol i drewniane lawki. Na scianie wisza doniczki z ziolami: mieta na herbate, bazylia do salatek, tymianek na bol brzucha, oregano do pomidorow, kolendra na rozgrzanie. Ziola rosna w chaosie i radosnej wolnosci, splatajac sie jedno w drugie opadajac lagodny lokami jak wlosy Wawrzynki.

Po tych dwoch latach nadal tyle mnie laczy z Wawrzynka, lubimy siedziec jesienia na dworze, a jesien jest dla nas dobra i sloneczna tego roku. Laczy nas, ze nasze zycia dziela sie na poprzednie i terazniejsze, czarne i biale, zimne i cieple.

Kiedys, kiedys w innym zyciu, pilam kawe z ludzmi, ktorych interesowalo we mnie jedynie to, co bylo napisane na mojej wizytowce. Wszystko to zawieralo sie w paru slowach. Codziennie tysiac razy uzywalam slowa « euro », « dolar », « rynek », « biznes ». Wtedy codziennie liczylam minuty i sekundy do konca pracy.
Kiedys, w poprzednim zyciu, wychodzilam z pracy i zaczynalam zyc.
Dzis wchodze do pracy i zaczynam zyc.

Wtedy, w tamtym zyciu, kiedy ja chyba nawet nie bylam soba, mialam dwa telefony, ktore uparcie dzwonily, a ja nie chcialam ich odbierac.

Dzis mam jedna stara komorke, ktora rzadko sie odzywa ale gdy juz dzwoni, to zawsze chce odpowiedziec. To moze przeciez byc Wawrzynka ze swojego podworka pelnego ziol, to moze byc moj Padre, ktory mowi do mnie: Anuchi. Teraz kiedy dzwoni moj telefon zawsze biegne odebrac.
Bo to przeciez mozesz byc Ty.

wtorek, 08 września 2009
288. W cieniu jesieni


W Perpignan trwa wlasnie miedzynarodowy festiwal fotoreportazu-Visa, to dla mnie znak , ze zbliza sie jesien. We wrzesniu nasze wieczory kreca sie wokol czerwonego katalonskiego nieba i festiwalu. Rok szkolny w moim Osrodku zacznie sie dopiero za tydzien, a teraz spotykamy sie codziennie na tych zebraniach z ktorych niewiele wynika. Daje mi to jednak troche czasu by pozegnac sie z tym latem. A lato bylo bardzo udane tego roku.


Rozpoczelam je wspanialym koncertem U2 na Camp Nou w Barcelonie. A zaraz po koncercie jechalam odebrac z lotniska moja siostre i Pauline. Na szczescie goscie mnie tego roku nie zawiedli. Przybywali jedno po drugim, a my rowniez jedna po drugiej otwieralismy dla nich kolejne flaszki rozowego wina. Odpalalismy silnik naszego starego acz wiernego samochodzika i podbijalismy kolejne szlaki.
Przed przyjazdem do nas Sasza zakupila w Biedronce (za cene 10 zl) nadmuchiwana plastikowa foke. Oczywiscie biedna Saszka narazila sie tym na niewybredne komentarze z naszej strony. I gdy juz plastikowe zwierze zostalo nazwane Bianka, gdy wszyscy juz smiali sie z Saszy wtedy odkrylismy, ze z Bianka to juz jest zupelnie inny komfort plywania i wtedy wszyscy po kolei prosilismy: Sasza , pozycz foki!


W tym roku pobilam wlasny rekord przebywania na plazy, oczywiscie przez moja siostre, ktora wyciagala nas regularnie nad morze. Zreszta niewazne czy plaza kamienista, skalista czy piaszczysta! Wazne , ze jest woda. Bo gdy moja siostra czuje nosem wode to zaraz nogi ja tam niosa. Jakims cudem nie roztopilam sie od slonca i rozpuscilam od soli w Morzu Srodziemnym i mialam sily pozegnac moich gosci i wyruszyc w swoja podroz.


Spakowalismy wiec pare koszulek i dwie pary spodnie do plecakow i wyruszylismy. Ja, chlop i plecaki w strone Czarnego Ladu.
Ta podroz uderzyla we mnie z wielka moca i z pewnoscia nieraz jeszcze napisze o niej na tym blogu, bo Afryka daje czlowiekowi wielka lekcje czlowieczenstwa.
Wrocilismy z tej podrozy bardzo zmeczeni gdyz omijalismy hotele i wygodne lozka. Spalismy w domach z gliny razem z rodzinami, na podlodze, razem z nimi jedlismy rekoma, razem z nimi podrozowalismy przepelnionymi autobusami gdzies pomiedzy Sahara a gorami Atlas. Czasami godzinami szlismy przez pustynie, czasami ladowalismy butelki z woda na osiolka by rodzina miala co pic, a czasem z pasterzami szlismy pasc kozy.


Po powrocie spalismy bez przerwy 17 godzin. Obudzilismy sie w wygodnym lozku i ja powiedzialam : tesknie za Afryka. Ja tez, odpowiedzial Yannick.
Ale na szczescie Afryka jest niedaleko mnie, zaraz za brama Osrodka, w ktorym pracuje gdzie niebawem spotkam znowu nowych uczniow i nowe ludzkie historie. I chociaz tego pieknego lata mi zal, to ciesze sie na te jesien, bo jak to ja, Galapagos, mam glowie juz kolejne szalone plany :)


środa, 02 września 2009
287. Serce Samiry
W swiecie Samiry jest duzo kurzu i piasku. Codziennie ona i jej siostry zamiataja i myja dokladnie podlogi w calym domu. Rano, popoludniu i przed snem. W swiecie Samiry kobiety zyja w cieniu wlasnego cienia okryte w czarne chusty od stop po sam czubek glowy. W tym swiecie tylko raz odwazylam sie spojrzec na termometr, poznym popoludniem bylo 63 stopnie. W nocy temperatura spada nieznacznie, a w swiecie Samiry nie ma wentylatorow, klimatyzacji i basenow, w tym swiecie nie ma nawet biezacej wody w domu. A gdy ja nie moglam spac od goraca, mama Samiry dawala mi szklanke cieplego mleka z drobnozmielonymi migdalami i miodem. Troche pomagalo.

Poznalam Samire gdy przygotowywala ciastka na czas Ramadanu, maczala orzeszki ziemne w goracej wodzie, potem je smazyla , mielila, mieszala z cynamonem, startym imbirem, miodem i lepila w male uszka.W czasie postu-Ramadan od wschodu do zachodu slonca rodzina nic nie bedzie pila ani jadla. Po zmierzchu gdy odmowia modlitwe kobiety podadza daktyle mleko, gotowane jajka, chleb i zupe Harera. I te ciastka. Nie wiedzialam co moge robic w tym swiecie wiec usiadlam przy niej na podlodze i gniotlysmy razem te orzeszki.

Samira ma dwadziescia lat i po Ramadanie wyjdzie za maz za Jozefa.Samira nie zna Jozefa, jej rodzice wybrali jej meza i wynajeli juz jej serce. Takie mlode, piekne serce. Zapytalam sie jej czy sie cieszy na ten slub, a ona odpowiedziala, ze tak, bo wie ktory to ten Jozef, jest mily i pracowity.

Pare dni pozniej, bylismy w szkole Eludiego, wujka Samiry, czlowieka ktory walczy z analfabetyzmem w swiecie Samiry ( wsrod doroslych analafabetyzm siega ponad 70 procent). Dzieki Eludiemu, trafilam do tego swiata. Wtedy wlasnie przedstawiono mi Jozefa, narzeczonego Samiry, powiedzialam mu, ze ma wielkie szczescie bo Samira jest dobra i mila.

Ostatniego wieczoru w tym swiecie chcialam popatrzec na gwiazdy, bo gwiazdy na pustyni sa zaczarowane. A niebo bylo cale przykryty chmurami.
- Samira, zapytalam, czemu zaslonilas gwiazdy?
- To nie ja, smieje sie na glos Samira.To Allah.

piątek, 07 sierpnia 2009
286. Usiasc i wyc
Lulu jest smutna od paru dni, a raczej od dnia kiedy wyjechala Sasza. Ale czy pies moze byc smutny? Lezy w kacie, nie obserwuje przechodniow przez balkon, nie gryzie pluszowego osla, nie podstawia sie pod reke do glaskania. Tylko melancholijnie patrzy czarnymi oczetami. To od goraca, mowi Yannick. A ja mowie, ze to ze smutku.

W koncu przez miesiac spala z moja siostra w jednym lozku, budziala ja co rano podrzucajac jej zabawki albo lizac po nogach. Razem podbijaly Pireneje, chodzily na spacery do miasta, na zabawy po plazy. Pierwszej nocy po jej wyjezdzie Lulu nie chciala spac w lozku dla gosci , jak ma w zwyczaju, cala noc skomlala pod naszymi drzwiami, jak szczeniaczek, nie radzila sobie z rozlaka. I juz pare dni rzadko merda ogon i wzork ma zgaszony. Moze jest chora-mowi Yannick. A ja mowie, ze to ze smutku.

Jeszcze niedawno Lulu miala kompanow do zabawy. Paulina podczas pikniku nad jeziorem biegala za nia gdy Lulu postanowila zapolowac na plywajace kaczki albo pograc w pilke z dzieciakami. A na wieczornym spacerze po gorskim miasteczku Damian sciagal sie z nia kto szybciej przebiegnie pod gorke. I teraz kiedy Paulina wyjechala, Dasiu wyjechal, a na koncu Saszka, ciezko sobie radzimy z ta cisza w domu. My, ja i Lulu.

I ciagle to samo : wyjazdy, powroty, pociagi, samoloty. Damian opowiadal mi, ze jego pies tez odczuwa smutek. Gdy on wyjezdza Brutus siada pod brama i wyje.

I gdy Wy wyjezdzacie ja tez mam ochote, tak usiasc i wyc.

niedziela, 19 lipca 2009
285. Słoneczniku!
Kupowałam wczoraj słoneczniki i pomyślałam sobie o Tobie, że dawno nie pisałam. Sama nie wiem czemu kojarzysz mi się z tymi kwiatami. Dziwne, nie? Pamiętam nawet jak Kasia szła do ślubu i taki miała słonecznikowy bukiet, ja wtedy też o Tobie pomyślałam.

Ja wróciłam po wyjazdach. Jak zwykle wyjazdy i powroty.

Jest u nas Sasza, do sierpnia. Bardzo fajnie. Mamy sporo pracy ale nieważne , spędzamy razem popołudnia. Łazimy po mieście, gadamy, spacerujemy, jeździmy na plażę. Jak szybko mija czas. To bardzo dobre lato. U Saszki wszystko dobrze, przyjechała jakaś taka zakochana. Nieraz się zaduma i odpływa myślami aż do Słupska, a tu za oknem Perpignan bucha gorącem. Ten jej chłopak wygląda na sympatycznego, polubiłabyś go chyba.

Była też Paulina, z Łodzi. Pamiętasz ją na pewno. Jeszcze tej zimy siedziałyśmy w twoim niemieckim pokoju i mówiłyśmy, że ta Paulina to z tym swoim facetem tak do siebie pasują i tak się dobrze rozumieją i tak, i tak. Potem się okazało, że nikomu nie jest tak łatwo i pięknie jak się wydaje. Jak oni sie rozstawali taki facet i taka dziewczyna, to ja po kątach ryczałam, ale nikomu nie mówiłam. Paulina była dosłownie na chwil parę, kilka dni, ale świetnie je spędziłyśmy. Ważna jest jakość nie ilość, chociaż ilość trochę tez (gdy jakość jest dobra). Ona zawsze przywozi ze sobą dużo humoru i dobra książkę. Ta książka , którą przywiozła tez mi przypomniała, że muszę do Ciebie napisać. Bo pisanie jest ważne. To już dwie rzeczy, książka i słoneczniki. Ja wiesz tej Paulinie narzekałam na ceny we Francji, a ta jak pojechała wszystko mi zostawiła. Szampon, krem, żel po prysznic. Szalona.

A jutro! Niespodzianka Przyjeżdża do nas Damiano. Uwaga, uwaga, z kobietą. Swoją. Nie jakąś zapożyczoną. To chyba musi być jakaś wróżka , ze Dasia tak oswoiła. Nie wiem , poznam to napisze. Oni mają ze sobą zamieszkać. Jak to usłyszałam to padłam na krzesło, ale dobrze, kiedyś musiała trafić kosa na przysłowiowy kamień i Dasław się zakochał.
Na ten ich przyjazd miałam dziś pogonić towarzystwo do sprzątania. Umyć łazienke, kuchnie i podłogi. Ale na razie to nam nie idzie, siedzimy u moich teściów przy basenie, Sasza leży brzuchem do góry, Yannick brzuchem do dołu, a ja do Ciebie pisze. Póki co chłop zapytał się wczoraj Saszki jaki chce deser, pokazał książkę kucharską i mówił, żeby wybierać. Ona wybrała dwa, jedno czekoladowe drugie owocowe, Yannick zdecydował się na owocowe i dziś będzie robił. I tyle z przygotowań na przyjazd gości. Ale może się jeszcze zbierzemy. Na razie jest gorąco to się obijamy. Od leżenia na słoncu aż Yannickowi schodzi skóra z nosa. Śmiesznie wygląda.

Jak będziesz teraz w Polsce to sobie załatw tę książkę, albo Ci ją wyślę, albo przywiozę. Nie pamiętam kiedy w koncu jedziesz ale jestem pewna, że wszystko pójdzie dobrze. Ja teraz chyba będę chyba dopiero zimą.

Całuje Cie mój słoneczniku!

TG ( Twoja Galapagos)
piątek, 26 czerwca 2009
284. Hawana nie spi
Noca Hawana oddycha gleboko. Wciaga powietrze w pluca i przez chwile jest ciezka i przepelniona, potem je wypuszcza ze swoich ust i fale znow niespokojnie, z wielka sila, udarzeja o miasto. Oddycha cala soba, rytmicznie i mocno jak kobieta w ramionach kochanka. Poddaje sie pieszczotom nocy, muskaniom fal, ciszy spadajacych gwiazd, piosenkom o milosci.

Hawana noca nie zna spokoju, zywi sie smutnymi bolero granymi przez starszych panow, slowami o obolalym sercu. Zywi sie energia mezczyzn, ktorzy porywaja do salsy piekne panie, stukanie obcasow, dzwonieniem branzolet. Posluchaj jak ich ciala wystukuja rytm zycia, bicie serca. Posluchaj jak ich dlonie wyklaskuja melodie, ktora odgania zle duchy.

Hawana nie spi, nie lubi spac. Hawana boi sie koszmarow. To jest jej choroba, nie umie juz marzyc o wolnosci. To taka choroba, (b)rak marzen.

I co noc gdy przykladam glowe do poduszki, to jest wtedy moja chwila dla Hawany. Ten moment pomiedzy codziennoscia, a magia. Ja go Tobie dedykuje, Perlo Karaibow, Gwiazdo Poludnia, Porcie Zagubionych. To moj sposob na powrot. Do domu.

14:26, ga_lapagos , Wyspa
Link Komentarze (12) »
niedziela, 21 czerwca 2009
283. W Dzien Uchodzcy
Dzisiaj jest Dzien Uchodzcy. Zwykly dzien, wschodzi slonce, robi sie goraco.

W Osrodku najpierw budza sie chlopcy z Pakistanu, raniutko pojawiaja sie na podworku. Gdzies w pokojach slychac brzek szklanek, otwierane okna, woda leje sie ze wspolnych prysznicow. Ktos rozlozy dywanik do modlitwy, zaplacze czyjes malenkie dziecko, matka je uspokoi, zaspiewa, szepnie dobre slowa do malego uszka.

Dzisiaj jest Dzien Uchodzcy.

Ivan z Gruzji lekko zsuwa czapke z glowy gdy mowi mi dzien dobry, Fatima z daleka macha mi reka, mala Selma siedzi w oknie i spiewa tacie piosenke. Na korytarzu kilka osob z Gabonu glosno rozmawiaja, Samael przedrzeznia swoja kolezanke, a ona to bierze wszystko na serio i sie denerwuje. Nie daj mu sie nabrac, mowie, puszczam oczko do niej , a jego na przywitanie caluje w policzek. Ron rozmawiajac klepie mnie dlonia po ramieniu. Szamil powaznie patrzy na mnie i mruga porozumiewawczo gdy sie do niego usmiecham.

W Dzien Uchodzcy, dzien taki jak dzis, do Osrodka przychodza rozni panowie w krawatach, panie w garsonkach i na obcasach. Nosza skorzane teczki z papierami i mowia ladne slowa o jednosci, akceptacji, integracji . Dziewczyny z Sri Lanki przynosza im zimna lemoniade w dzbankach, Juana z Domikany przygotowala w kuchni zapasy, ( « Dla wszystkich starczy,moja droga dla wszystkich! ). Dae caly wieczor wyciskala sok z cytryn ( « Prosze mi sie tu nie platac pod nogami, krzyczala na caly korytarz, potrzebuje rak do roboty a nie buz do gadania! » )

Moi koledzy z pracy, cierpliwi i grzeczni tlumacza odwiedzajacym Co my tu robimy, jak wyglada nasza praca, gdy uczymy jezyka, wolnosci slowa, wyboru. Lunes kiwa glowa, Wincenty oprowadza po budynku, Maria cicho opowiada.

Panie i panowie pod krawatem sie integruja i pija lemoniade, mmmm jaka dobra, klepia sie po brzuchach, usmiechaja sie wszystkimi zebami, wszystkimi gestami. Nori, z Haiti bardzo sie wstydzi gdy ktos obcy do niej mowi, jest taka malutka, chowa sie za moja spodnice i ssie kciuka. Czy oni mowia po francusku?-pyta kobieta pokazujac na czarne dzieci, patrzy na nie z wysokosci obcasow. Tak , oczywiscie. Biore Nori na rece: idiemy sobie stad? Pytam retorycznie. Przytula sie mocno, czekoladowymi lapkami obejmuje moja szyje, chowa glowe w moich wlosach. Wstydnisia, Nori, Norita.

Zrobilo sie pozno, musze juz isc. Wyjsc za ciezka brama do swiata.
A oni pozostaja zamknieci. Nawet w Dzien Uchodzcy.

poniedziałek, 15 czerwca 2009
282. Sami mezczyzni
Wszyscy mowia, zeby uwazac na czeczenskich chlopcow. Maja po trzynascie, czternascie lat, tak mowia. Chlopcy-niechlopcy.
Czeczency od dziecka sa mezczyznami. Badz ostrozna, bo latwo budzi sie w nich zolnierz, latwo budzi sie w nich kaukazka walecznosc, sa wtedy niedoodzyskania.

Na mojej lekcji Szamil ( 13lat) nie czuje ze krwawi z nosa.
Szamil, mowie, ostroznie, leci ci krew z nosa. Przepraszam, odpowiedzial.
Tlumaczy, ze nic go nie boli, czasem zdarza mu sie przy upalach, ale czuje sie swietnie, nie chce isc do lekarza.Siadam kolo niego i sie martwie. To moze sie poloz, moze wstan, moze sie przechyl, moze sie pochyl, moze...... Ja chce cos zrobic. On i jego koledzy smieja sie ze mnie, ze ja panikuje, ale sie Pani boi krwi, ale sie Pani martwi o glupotki. Szamil mowi, ze gdy krwawi z nosa tylko musi uwazac na ubrania, bo nigdy nie mial wczesniej takich ladnych ciuchow. A wie Pani jak sie ubrania ubrudza krwia to trudno sprac, a to akurat jest moja najlepsza koszulka. Niebieski t-shirt z pomaranczowym napisem RIDER.
Jasne, powiedzialam wstalam z krzeslam i chcialam go poglaskac po glowie, ale on sie odsunal. Jak mezczyzna.

Ledwo na twarzy wysypie im sie meszek, glos nabiera pewnosci, ramiona im sie rozszerzaja i tylko spojrzenie im sie nie zmienia. Cale zycie w oczach maja czeczenska dume, patrza na Ciebie pewnie i mocno. Jest w nich cisza, powaga i gniew. Bez chwili przerwy na dorastanie, czeczenscy chlopcy rodza sie mezczyznami A to nie jest latwo byc mezczyzna, nie mozna wtedy plakac, nie mozna sie wtedy bac ciemnosci.

- Czy mozna zmienic moje dokumenty ?- zapytal kiedys pewien 14-stoletni Czeczen w sekretariacie- We wszystkich moich papierach jest napisane: Rosjanin, ale ja prosze Pani nie jestem Rosjaninem. Ja mam na imie Usama, ja prosze Pani nigdy nie bylem Rosjaninem, ja sie urodzilem w Groznym, na czeczenskiej ziemi, z czeczenskiej matki i czeczenskiego ojca, ktorzy umarli tam, na Kaukazie.

Powoli i pewnie opowiadal historie jego zycia i smierci jego rodziny. Jak mezczyzna.
Sluchal jak mu tlumaczylismy, ze ja wiem skad Ty przyszedles, ale nie ma takiego kraju- Czeczenia, nie ma takiego panstwa- Czeczenia, nie ma takiego obywatelstwa- Czeczenskiego. Jest tylko taki narod- Czeczenski, poznasz go po tym, ze ma oczy wyplakane, nosi glowe wysoko, poznasz go po tym, ze nie ma wsrod nich chlopcow.
Sa sami mezczyzni.

wtorek, 19 maja 2009
281. Uroki Poludnia
Kiedy przechodzisz w sukience chodnikiem z samochodow wychylaja sie kierowcy krzyczac: jaka pani piekna, mademoiselle! Albo wysylaja dlonia calusy. Taki to urok Poludnia. Jednym paniom sie podoba, inne powiedza, ze czuja sie obrazone. Moja przyjaciolka mieszkajaca na Majorce powiedziala kiedys, ze jesli nie uslyszy choc raz dziennie komplementu od nieznajomego zaczyna sie zastanawiac co jest nietak. Znajoma Niemka przemyka bocznymi uliczkami by ich uniknac.

Poza tym biorac sobie chlopa z Poludnia czlowiek bierze sobie cala jego rodzine. Nie mowie tu o rodzicach o rodzenstwie. Mowie o ciotkach dalszych i blizszych, ciocio-babciach i wujko-dziadkach, czyichs bylych mezach i ekszonach , do tego niezliczona liczbe kuzynow dalszych i blizszych ich malzonkow , dzieci i pasierbow.

Moj chlop ma 30 kuzynow ( slownie trzy-dzies-tu) ktorych regularnie widujemy. I tak w piatek w domu musza byc frytki bo je z nami Laura. 16-stolatka , slodka kuzynka, ktorej rodzice mieszkaja daleko od miasta i by mogla wyjsc ze swoimi kolezankami wieczorem musi nocowac u nas. Laura jada tylko frytki, pizze i kebab. Na nasze zachety do skosztowania salatki z pomidorow i mozzarelli, szparow z czosnkiem lub tarty z tunczykiem odpowiada , ze jest na diecie i nie moze. Zapytajcie sie waszego dietetyka przy najblizszej okazji co to za dieta frytkowa, w jej przypadku dziala! Figura nieskazitelna! Wyjmujemy wiec specjalnie dla niej mrozone cieniutki frytki a dla Yannicka to nie lada kompromis. Moj chlop ma hyzia na punkcie jedzenia swiezego, niemrozonego, niepuszkowanego i calkiem bio. Najchetniej zamieszkalby w malym domku na prerii sam robil sobie makaron, chleb, mydlo i paste do zebow.

Tak wiec w piatek odwozimy na imprezke Laure, Yannick mowi, ze ta spodniczka jest zbyt odwazna. A ja puszczam do niej oczko, bo przeciez, nikt nie przezyje za nia tego pieknego 16ego roku zycia, nie zrzedz chlopie! Wychodzi od nas bardzo dorosle umalowana w bucikach na obcasach, a gdy wraca jest jak male dziecko, przeciera oczka w samochodzie i mowi: nie wejde na te schody, daj buzi na dobranoc. Laura, Laurunia

W czwartek przychodzi inna kuzynka, piekna dwudziestoletnia Marie, do ktorej wzdychaja moi koledzy. Ona i ja razem ogladamy Desperate Housewives. Wchodzi bez pukania i krzyczy: Ej, ale mam dla Was dobre czeresnie. Rzuca sie na kanape bierze psa pod pache i zajada owoce szukajac pilota.

W sobote zazwyczaj dostajemy sms'a od Sabiny lub Nickolasa czy nie moglibysmy zaopiekowac sie dziecmi bo oni chca isc do kina\dyskoteki\restauracji. I tym spososbem czesto lecz nie zawsze sobote spedzamy na plazy z dwojka piecioletnich rugbystow, a maluchy mowia mi; Ania, Ty kryjesz Yannicka , a my atatakujemy. Dobra? Dobra! To pilka w ruch!

W niedziele jemy obiad z rodzicami chlopa, po obiedzie schodza sie ciotki, Nelly, Franciszka, Annick, Florence, inni sasiedzi i znajomi krolika, trwaja niekonczace sie kawki w ogrodzie.

Ja jako zwierze stadne swietnie czuje sie w tym tlumie. Podczas naszych licznych wyjazdow zawsze jest z kim zostawic psa i tak gdy jestesmy wszyscy w kupie Lulu nie wie z kim ma wracac do domu, z wujkiem Jean-Claude czy z Elodie?

A kiedy przyjezdzaja moi polscy przyjaciele rodzina Yannicka uwielbia ich zapraszac na grilowane slimaki lub kalamary. Zanosza sie smiechem gdy widza mine Polakow przed zaatakowaniem bestii. Smiejemy sie wszyscy, potem popijamy rozowym winem i gadamy dalej. Bardzo mi z tym dobrze, ze traktuja moja rodzine jak przedluzenie tej katalonskiej generacji. A na wiesc o przyjezdzie mojej siostry wszyscy kloca sie do kogo pierwszego mamy z nia przyjechac.

Kiedy remontowalismy nasze mieszkanie wujkowie i kuzyni brali urlopy by pomoc nam w pracach. Pamietam gdy tuz przed przeprowadzka ja bylam na skraju zalamania, nie moglam zniesc juz kurzu, balaganu i tej listy rzeczy « do zrobienia ». Mielismy sie wprowadzac lada chwila. Rodzina najechala nas jak szarancza. Wyslali na zakupy i po trzech godzinach gdy wrocilam wujowie przykleili listwy podlogowe. Kuzyni zawisieli meble i lustro w lazience, ciotki pomyly okna, ktos zainstalowal ogromna szafe w sypialni, dokonczono ustawianie blatu w kuchni i podlaczono kuchenke. Ciotka Nelly umyla nawet klatke schodowa. Wchodzac zobaczylam ciotke Franciszke jak zwykle opowiadajaca o swoim odchudzaniu przygryzajac ciasteczka migdalowe, stryjek Alan dolewal wszystkich soku, kuzyni palili na balkonie. Nie moglam wyjsc ze zdumienia nad tym wszystkim co zrobili, a oni cali zakurzeni i zmeczeni spakowali manatki, po kolei calowali nas w oba policzki i wychodzili. Przeciez rodzina nie powinna wam siedziec na glowie- powiedziala ciotka Nelly wziela swoje wiaderko i zamknela za soba drzwi.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Copyright ©
Cuba Libre
Douce France
Hispanoparlantes
"kraj lat dziecinnych, który zawsze zostanie piekny i czysty jak pierwsze kochanie"
O ludziach mniej wrednych
darmowe liczniki Geralt.blox.pl