wtorek, 02 lutego 2010
394. Uwaga! Pomarancze spadaja na ulice!
Codziennie otwieram okno na Francje, nawet teraz gdy zima dotarla na Poludnie i termometr pokazuje rankami 13 stopni. Moje okno w sypialni otwiera sie na dachy domow spokojnego osiedla Saint Martin. Nie jest to jakis rewelacyjny widok, ale nie jest tez taki najgorszy. Juz od rana dochodzi do moich uszu muzyka miasta, a ja lubie melodie stukania obcasow i sasiedzkich pogawedek. Miasto. Mikrokosmos. U mnie, po otwarciu okna, od razu pachnie czystoscia, gdyz po sasiedzku od rana pracuje pralnia chemiczna, zapachy detergentow i plynow do plukania przemykaja alejami, mieszajac sie z zapachem kawy z malenkiej kawiarni, ktora oczywiscie tez nazywa sie: Saint Martin. Tutaj na Poludniu prace zaczynamy zazwyczaj o 9ej i raczej nikt nie zrywa sie o swicie. Ale zawsze mozna liczyc na wlasciciela kawiarni, ktory juz raniutko wynosi okragle stoliki przed swoj lokal. Mieszkancy osiedla zagladaja tam na szybkie expresso przed pojsciem do biur. Witaja sie cmoknieciami i wymieniaja szybkie « ca va, et toi? ». W poludnie kawiarnia znow sie zapelni klientami, ktorzy zajrza na apéritif, kieliszek muskatu przegryzany oliwkami i orzeszkami. Mowi sie tutaj o roznych rzeczach, nie wnikajac zbyt gleboko w istote wszechswiata.Francuzi Poludnia, o czarnych oczach, brazowych oczach i mocnych glosach, dyskutuja na temat wczorajszego meczu rugby, ostatniej podrozy Sarko i innych nowosciach z pierwszych stron gazet. Mozna miec czasami wrazenie, ze w tych pogawedkach opowiadaja sobie cale zycie, ale badz ostrozny, oni duzo mowia a niczego nie powiedza. Otwieram codziennie okno na te Francje, w ktorej mam wrazenie, ze wszyscy sa spokrewnieni lub przynajmneij sie znaja. Wsrod wielu kuzynow, ciotek i pociotek mojego mezczyzny nieomalze codziennie wpadam na kogos z familii. Przyjelam te przyciasna milosc i kult poludniowej rodziny. Nie narzekam na cotygodniowe wizyty u tesciow, cosobotnie spotkania kuzynow na meczach, coponiedzialkowe wizyty Laury, cosrodowe kolacje Vinceta, ktory zaglada do nas po treningu. Przywyklam do tego, ze Laurent podrzuca do nas swoich chlopakow od czasu do czasu i, ze wtedy maly Thibault siada kolo mnie, a Florian, mowi: opowiedz nam historie o dwoch planetach. Usmiecha sie wtedy szczerbatym usmiechem szesciolatka: Ty opowiadasz najlepsze historie. I chociaz w tej licznej rodzinie wydaje sie byc bardzo ciasno, ja mam tu swoje miejsce, calkiem wygodne, jak widac. Ja opowiadam malym chlopcom historie. Biore wtedy dwie szkalne kulki z jego raczek i zaczynam opowiesc: Dawno, dawno temu byly sobie dwie planety; jedna miala na imie Florian, a druga Thibault.... Niebo w moim oknie na Francje jest zawsze niebiesko-niebieskie, ażurowo-lazurowe, slonce napelnia domy i ogrody nawet w lutym. Lulu kladzie sie w slonecznej kaluzy na podlodze i spi, jak jakis kot, w ciepelku. Ale cena za slonce jest wysoka, zima neka nas w Perpignan straszny wiatr, huczy nocami uderzajac o drewniane okiennice. I teraz gdy cytryny i mandarynki nasycily sie juz sloncem, dojrzale koloruja nam codziennosc na ulicach, mozesz przechodniu, tak jak ja, ujrzec taki napis pod drzewkiem cytrusowym: Uwaga! Pomarancze spadaja na ulice!
środa, 20 stycznia 2010
393. Łza dla Haiti
Kiedy zatrzesla sie ziemia pod niestabilnym Haiti, to cos zatrzeslo sie we mnie. Wiadomo, tamte rejony blekitnych Karaibow sa szczegolnie bliskie mojemu sercu. Biale piaski i czarna ziemia tamtych wysp zapisane mam pod skora. Haiti to nazwa, ktore zdarza mi sie pisywac w dokumentach Uchodzcow w rybryce: Kraj pochodzenia. Wiadomo tez, ze mam slabosc do pewnego pieknego chlopca, ktory ma policzki jak czeresnie, oczka jak guziki i gdy caluje mnie na przywitanie zostawia po sobie mokry znak usteczek. Bobby moj krolewicz ma juz prawie 4 lata i widuje go coraz rzadziej gdyz, dzieki Bogu, jego rodzina niezle sobie radzi tu, w Europie.
Czesto slysze tez slowo Haiti, z ust mojej kolezanki -Fotografki Alice Smeets, ktora jest Belgijka. Wszystkie zdjecia ktore tu zamieszcze sa jej autorstwa. Mozesz zamknac oczy, jesli nie chcesz ich ogladac. Mozesz zamknac oczy i udawac, ze rzeczywistosc jest latwiejsza.
Na zdjeciach z Haiti widac fekalia, bloto, smieci, gnoj, brud, syf, chorobe, glod, noc, smierc i w tym wszystkim dzieci, o oczkach najczarniejszych, najsmutniejszych.Czy uwierzysz, ze zdjecia te zostaly zrobione przed trzesieniem ziemi, kiedy kraj mial sie dobrze?
Moja siostra powiedziala mi, ze w Poznaniu przy wyjsciu z kosciola zbierano na datki na Haiti i zaobserwowala, ze datkow bylo bardzo malo. Problem ponad 100 tysiecy smierci na Haiti do niewielu dotarl?Ponad 60% ankietowanych Francuzow nie solidaryzuje sie z dramatem Haitanczykow. Moze dlatego, ze niewiele wiedza o tym kraju.
Gdy w zamachu 11 wrzesnia zmarlo 2 tysiace ludzi swiat wypłakiwał oczy. Ten swiat słał kondolencje do amerykanskich rodzin, rozpaczal i upamietnia krzywde. Na tym samym kontynencie ale w innym kraju, po kilku miastach zostal jedynie pył, a swiat ma dla nich tak malo lez. Na Haiti szkoda łez? Ale nie, nie chce mowic o dolarach, euro, czekach i transferach. Nie lubie tych slow. Kto z posrod nas kliknal na strone Unicefu, Lekarzy bez Granic, PAH? Kto z nas zrobil transfer na jaka cyferke? Mowie o tym, ze zgasło tam tyle zyc, ze zadne pieniadze nie przywroca plomienia. Pieniadze moga jedynie uratowac kolejne tysiace ludzi przed smiercia głodowa. Mowie, o tym, ze nawet gdy nie mozesz wyslac transferu na Haiti. Wyslij , bracie, chociaz modlitwe. Modlitwa dla kraju blota i gnoju, modlitwa dla haitanskich dzieci. A jesli nie masz boga wyslij bracie wołanie o nadzieje. A jesli nie masz nadziei zostaw dla Haiti chociaz łze.
Strona Alice Smeets Pomoc dla Haiti Unicef Lekarze bez granic Polska Akcja Humanitarna
niedziela, 10 stycznia 2010
392. Leonia przychodzi za wczesnie.
Leonia przychodzi za wczesnie. Duzo przed lekcja wchodzi do sali siada na koncu, sklada ramiona i czeka. Jak sie czeka w Afryce. Na autobus. Na dziecko. Na pociag. Na noc. Na deszcz. Na cien. Na smierc. I Leonia tutaj tez tak umie. Usiasc i czekac.
A ja widze, ze ona tam jest i mnie to stresuje. I mnie to denerwuje. Ale przeciez Leonia nic nie robi, siedzi i czeka, niczego nie wypomina, patrzy przed siebie i trwa. Moze mysli o nocy, o dniu, o swoim kraju-Gabonie. Mnie wydaje sie, ze jestem niegotowa. Lekcja zaraz sie zacznie, juz jest pierwszy uczen a ja nie zrobialam ksero. Jeszcze nie zdazylam sprawdzic wszystkich prac. Jeszcze nie starlam tablicy. Jeszcze jestem nieprzygotowana no to co za chwile nastapi. Tylko Leonia jest. Ten 2010 rok przyszedl za wczesnie, jak Leonia. Wydawalo mi sie, ze jestem na niego niegotowa, ze stane przed nim w rozsypce, ze wszyscy sie zjawia i tylko ja, tylko ja sie spoznie. Ale i ja zdazylam. W koncu zawsze zdazam. Takie mam szczescie. I takie mam szczescie, ze zawsze ktos na mnie czeka. Jak Leonia. Jak Wy na tym blogu po ktorym czasem hula wiatr. I myslalam o Was chociaz dopiero teraz moge zlozyc Wam zyczenie, wybralam tylko jedno: obysmy zdazyli wszyscy przezyc 2010 rok tak jak tego pragniemy.
piątek, 04 grudnia 2009
391. Usmiech jak prezent
Znam go od dwoch lat. Albo trzech. Tak raczej trzech. Pracowalam z Panem Filipem, bylam jego tlumaczka. Tak mnie przedstawial swoim wspolpracownikom: oto Pani Ania, moja tlumaczka. Pan Filip nosi koszule, oczywiscie, i krawaty, okulary w kwadratowych oprawkach, spodnie w kancik, drobna twarz pokryta pajeczyna zmarszczek. Wiele godzin przepracowalismy razem, gdy on balansowal w negocjacjach. W tych negocjacjach, w ktorych uzywa sie slowa « dolar », « kontrakt », « euro ». On jest w tym bardzo dobry, jest wtedy jak w tancu prowadzi partnerow, jest wtedy jak w walce, robi uniki. A ja te slowa tlumaczylam, te uniki i rozwazania, ja bylam jego glosem i jego cieniem. Wiele godzin przepodrozowalismy z Panem Filipem. W pociagach, dworcach, samochodach , wtedy poznalam jego inny jezyk. Pan Filip opowiadal mi o swojej pasji- o kinie, opowiadal o filmie iranskich, indysjkim, kanadyjskim, argentynskim. Powiedzial mi kiedys , ze zwiedzil w swoim zyciu ponad 50 krajow, policzyl, bo tyle w swojej biblioteczce ma przewodnikow. Powiedzial mi tez, ze jego zona robi najlepsza konfiture malinowa na swiecie. Moj Boze, jaki to jest komplement. Z ust kogos, kto zwiedzil 50 krajow. Pan Filip ma krotkie, siwe wlosy. I ma w sobie cos dziwnego, cos takiego, ze wszyscy mowia do niego « Panie Filipie ». Ja mam w sobie cos takiego, ze ludzie mowia do mnie: «Galapagos ». Kazdy cos ma. Pan Filip ma w sobie jeszcze cos innego,co sprawia, ze chcialabym go zaadoptowac jako swojego dziadka. Moze dlatego, ze nie jest idealny. Pan Filip jest czasem w rozmowie zimny i oschly, a czasem zmienny. Ale kiedy wchodzi do pokoju zawsze przynosi ze soba usmiech jak prezent. Tylko dla Ciebie. Usmiechaja mu sie wtedy oczy pod okularami, zmarszczki, az do siwych wlosow. Usmiecha sie, jak powinien sie usmiechac dziadek. I oczywiscie nigdy nie powiedzialam mu o swoich uczuciach do niego, tych dziadkowych. Bo przeciez juz od dawna z nim nie pracuje. A gdy go widywalam on mial krawat, a ja obcasy. To nie sa okolicznosci do dziadkowych zwierzen. Ale czasem go widuje, w ksiegarni, w teatrze, a ostatnio widzialam go na wystawie. Zauwazyl mnie i w jak starym, bialo-czarnym filmie przechodzac kolo mnie, uchylil kapelusza, pochylajac glowe powiedzial grzecznie: - Pani Aniu - Panie Filipie. Dygnalam grzecznie, jak w kinie, jak na starym filmie, jakbym dygnela przed wlasnym dziadkiem.
poniedziałek, 30 listopada 2009
27
Moja Zaczarowana Babcia w moje urodziny lubila mi opowiadac historie o tym, ze dzien w ktorym przyszlam na swiat byl najcieplejszym dniem listopada. Oznaczalo to dla niej, ze wszedzie tam gdzie jest zimno bede szukac ciepla, gdzie szaro- kolorow, a gdzie lezy snieg-ognia. Gdy bylam mala co roku slyszalam te opowiesc . Dorastajac w przekonaniu, ze dzien urodzin celebrowac nalezy. I basta. Gdy bylam juz na studiach w Polsze. Swietowanie moich urodzin trwalo zazwyczaj od piatku do poniedzialku. Moi przyjaciele zjezdzali sie do Torunia, pilismy litry wina, tanczylismy godzinami a w niedziele , lezac na poduszkach, dywanach czy tez najblizszych towarzyszach gralismy godzinami w mafie. Kto byl, ten pamieta, ze Sitek zawsze byl szeryfem, a po takich weekendach sprzatanie trwalo co najmniej z dwa tygodnie. Ale wierzcie mi! Warto, oj warto bylo. Tradycje swietowania moich urodzin przenioslam ze soba do Francji i na bloga. Nieskromnie powiem, ze plotka o polskich drinkach serwowanych na moich imprezach rozniosla sie po znajomych dalszych i blizszych, jako o niezapomnianych fiestach. Mieszanka zimnej zoladkowej i kubanskich rytmow, goracej salsy zaskakuje moich pastelowych Francuzow. A przeciez, ja zyje w tej mieszance juz 27 lat . I to jest piekne zycie. I chociaz z kazdym rokiem, wiadomo, nie robie sie mlodsza. To ciesze sie na dzien urodzin bo wtedy zostaje zalana pozytywna energia. Czego sobie i Wam, kochani zycze. Dziekuje Kiko i Majanko za pamiec i zyczenia.
środa, 21 października 2009
390. Szergi, wiatr od pustyni
Goraco bylo wszedzie, dookola nas, wewnatrz nas, gorace bylo powietrze, goraca byla woda, goraca ziemia i niebo. Goracy byl Szergi-wiatr od pustyni. Przymykam powieki by dac ulge oczom, wysuszonym, wymeczonym, zwilzam usta. Goraco i piasek sawszechobecne, przynosi je ze soba Szergi, wyslannik Sahary.
Siedzimy na goracej ziemi z Pania Aicha. Przebieramy ziarna , ktore zmielimy na make. Oczyszczamy je z wysuszonych skorek, glaszczemy ziarna palcami. Jak w tym "Traktacie o luskaniu fasoli". Tylko, ze my siedzimy na ziemi i luskamy ziarna. Przed nami jest pole, na polu wieczorami chlopcy graja w pilke, za polem jest Sahara. Patrzy nas nas, a my na nia. - U nas duzo sie je chleba- mowi Pani Aicha- Na sniadanie chleb z oliwa, na obiad chleb do tajine, na kolacje chleb. Ciagle chleb. - A taki worek ziarna to na ile starczy? - Pojdziemy do mlyna, zmielimy. Kiedys trudniej bylo, ja sama musialam mielic ziarno, do pieca drewna szukac. Teraz moge zaniesc ziarno do mlyna, potem ciasto ugniote, zaniose do publicznego pieca i juz mamy chleba duzo. Taki worek to na miesiac. Ja to duzo nie jem, Saida tez nie, to moi synowie, duze chlopy chleba naszego duzo jedza- smieje sie Pani Aicha. - Laala Aisza, a pani codziennie robi chleb? - Codziennie, rano nieraz chleb robi Saida, robotna dziewczyna. A ja juz pozniej jak wroce z pola, rano chodze do Palmiarni, dogladam mojego kawalka ziemi. Jak wroce to sobie mowie, Aicha, juz idzie poludnie, czas zrobic dzieciom chleba, koze wydoic. Jest tak goraco, ruszamy sie bardzo powoli, albo wcale, slonce Maroka wyssysa z nas cala energie. Chodzimy w zwolnionym tepie, mowimy niewiele. Chowamy sie w cien, ale gdzie ten cien? - A Ty lubisz chleb? -pyta Pani Aicha. - No pewnie! - odpowiadam ( Tesknie do kraju tego gdzie poeci pisza wiersze o kruszynie chleba. Mojego kraju.Teskno mi, Panie) - Ja najbardziej lubie swiezy chlebek – mowi Laala Aicha-Wyjadam wtedy srodek, mieciutki. - Ja tez! - kiwam glowa. Przeciez kochana Aicho, Aicho znad Sahary, Aicho z zakrytymi wlosami, Aicho w hidzabie, Aicho z dlonmi pomalowanymi henna, Aicho, ktora sama pieczesz chleb, ktora jadasz rekoma, siedzac na ziemi, Aicho z glinianego domku. Kochana Aicho, wiecej nas laczy niz dzieli. O wiele wiecej.
czwartek, 15 października 2009
389. Zimne i cieple
Wawrzynka wrocila! Nie bylo jej dwa lata. I jak zwykle, z dobrymi przyjaciolmi, czas niczego nie zmienil.Czas tylko pomaga przyjazni dojrzec.Jak dojrzewaja jesienia owoce w jej ogrodzie. Spadaja nam pod stopy figi, lapczywie je otwieram i wyjadam purpurowy miaz. Strzasamy oliwki z drzewek. Na cytrusach pojawiaja sie pierwsze zielone jeszcze pomarancze i mandarynki. Znak, ze idzie zima. Bawi mnie, gdy dostrzegam, ze mimo dwoch lat i dwoch kontynentow wciaz tyle mamy ze soba wspolnego. W jej lazience znalazlam ten sam peeling do ciala o zapachu cynamonu, ktory ja kupuje, ten sam oliwkowy szampon i olejek arganowy z Maroka. A na jej kanapie lezy ta sama ksiazka, ktora ja czytam (« Moj ojciec jest sprzataczka »). Ale wrocmy do jej ogrodu, bo to jest piekny ogrod. I jestem pewna ze Wam rowniez sie podoba. W tym ogrodzie jest stary drewniany stol i drewniane lawki. Na scianie wisza doniczki z ziolami: mieta na herbate, bazylia do salatek, tymianek na bol brzucha, oregano do pomidorow, kolendra na rozgrzanie. Ziola rosna w chaosie i radosnej wolnosci, splatajac sie jedno w drugie opadajac lagodny lokami jak wlosy Wawrzynki. Po tych dwoch latach nadal tyle mnie laczy z Wawrzynka, lubimy siedziec jesienia na dworze, a jesien jest dla nas dobra i sloneczna tego roku. Laczy nas, ze nasze zycia dziela sie na poprzednie i terazniejsze, czarne i biale, zimne i cieple. Kiedys, kiedys w innym zyciu, pilam kawe z ludzmi, ktorych interesowalo we mnie jedynie to, co bylo napisane na mojej wizytowce. Wszystko to zawieralo sie w paru slowach. Codziennie tysiac razy uzywalam slowa « euro », « dolar », « rynek », « biznes ». Wtedy codziennie liczylam minuty i sekundy do konca pracy. Kiedys, w poprzednim zyciu, wychodzilam z pracy i zaczynalam zyc. Dzis wchodze do pracy i zaczynam zyc. Wtedy, w tamtym zyciu, kiedy ja chyba nawet nie bylam soba, mialam dwa telefony, ktore uparcie dzwonily, a ja nie chcialam ich odbierac. Dzis mam jedna stara komorke, ktora rzadko sie odzywa ale gdy juz dzwoni, to zawsze chce odpowiedziec. To moze przeciez byc Wawrzynka ze swojego podworka pelnego ziol, to moze byc moj Padre, ktory mowi do mnie: Anuchi. Teraz kiedy dzwoni moj telefon zawsze biegne odebrac. Bo to przeciez mozesz byc Ty.
wtorek, 08 września 2009
388. W cieniu jesieni
środa, 02 września 2009
387. Serce Samiry
W swiecie Samiry jest duzo kurzu i piasku. Codziennie ona i jej siostry zamiataja i myja dokladnie podlogi w calym domu. Rano, popoludniu i przed snem. W swiecie Samiry kobiety zyja w cieniu wlasnego cienia okryte w czarne chusty od stop po sam czubek glowy. W tym swiecie tylko raz odwazylam sie spojrzec na termometr, poznym popoludniem bylo 63 stopnie. W nocy temperatura spada nieznacznie, a w swiecie Samiry nie ma wentylatorow, klimatyzacji i basenow, w tym swiecie nie ma nawet biezacej wody w domu. A gdy ja nie moglam spac od goraca, mama Samiry dawala mi szklanke cieplego mleka z drobnozmielonymi migdalami i miodem. Troche pomagalo. Poznalam Samire gdy przygotowywala ciastka na czas Ramadanu, maczala orzeszki ziemne w goracej wodzie, potem je smazyla , mielila, mieszala z cynamonem, startym imbirem, miodem i lepila w male uszka.W czasie postu-Ramadan od wschodu do zachodu slonca rodzina nic nie bedzie pila ani jadla. Po zmierzchu gdy odmowia modlitwe kobiety podadza daktyle mleko, gotowane jajka, chleb i zupe Harera. I te ciastka. Nie wiedzialam co moge robic w tym swiecie wiec usiadlam przy niej na podlodze i gniotlysmy razem te orzeszki. Samira ma dwadziescia lat i po Ramadanie wyjdzie za maz za Jozefa.Samira nie zna Jozefa, jej rodzice wybrali jej meza i wynajeli juz jej serce. Takie mlode, piekne serce. Zapytalam sie jej czy sie cieszy na ten slub, a ona odpowiedziala, ze tak, bo wie ktory to ten Jozef, jest mily i pracowity. Pare dni pozniej, bylismy w szkole Eludiego, wujka Samiry, czlowieka ktory walczy z analfabetyzmem w swiecie Samiry ( wsrod doroslych analafabetyzm siega ponad 70 procent). Dzieki Eludiemu, trafilam do tego swiata. Wtedy wlasnie przedstawiono mi Jozefa, narzeczonego Samiry, powiedzialam mu, ze ma wielkie szczescie bo Samira jest dobra i mila. Ostatniego wieczoru w tym swiecie chcialam popatrzec na gwiazdy, bo gwiazdy na pustyni sa zaczarowane. A niebo bylo cale przykryty chmurami. - Samira, zapytalam, czemu zaslonilas gwiazdy? - To nie ja, smieje sie na glos Samira.To Allah.
piątek, 07 sierpnia 2009
386. Usiasc i wyc
Lulu jest smutna od paru dni, a raczej od dnia kiedy wyjechala Sasza. Ale czy pies moze byc smutny? Lezy w kacie, nie obserwuje przechodniow przez balkon, nie gryzie pluszowego osla, nie podstawia sie pod reke do glaskania. Tylko melancholijnie patrzy czarnymi oczetami. To od goraca, mowi Yannick. A ja mowie, ze to ze smutku. W koncu przez miesiac spala z moja siostra w jednym lozku, budziala ja co rano podrzucajac jej zabawki albo lizac po nogach. Razem podbijaly Pireneje, chodzily na spacery do miasta, na zabawy po plazy. Pierwszej nocy po jej wyjezdzie Lulu nie chciala spac w lozku dla gosci , jak ma w zwyczaju, cala noc skomlala pod naszymi drzwiami, jak szczeniaczek, nie radzila sobie z rozlaka. I juz pare dni rzadko merda ogon i wzork ma zgaszony. Moze jest chora-mowi Yannick. A ja mowie, ze to ze smutku. Jeszcze niedawno Lulu miala kompanow do zabawy. Paulina podczas pikniku nad jeziorem biegala za nia gdy Lulu postanowila zapolowac na plywajace kaczki albo pograc w pilke z dzieciakami. A na wieczornym spacerze po gorskim miasteczku Damian sciagal sie z nia kto szybciej przebiegnie pod gorke. I teraz kiedy Paulina wyjechala, Dasiu wyjechal, a na koncu Saszka, ciezko sobie radzimy z ta cisza w domu. My, ja i Lulu. I ciagle to samo : wyjazdy, powroty, pociagi, samoloty. Damian opowiadal mi, ze jego pies tez odczuwa smutek. Gdy on wyjezdza Brutus siada pod brama i wyje. I gdy Wy wyjezdzacie ja tez mam ochote, tak usiasc i wyc. ![]() |
Zakładki:
Copyright ©
Cuba Libre
Douce France
Hispanoparlantes
"kraj lat dziecinnych, który zawsze zostanie piekny i czysty jak pierwsze kochanie"
O ludziach mniej wrednych
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||