Wpisy z tagiem: Afryka

wtorek, 08 września 2009
388. W cieniu jesieni


W Perpignan trwa wlasnie miedzynarodowy festiwal fotoreportazu-Visa, to dla mnie znak , ze zbliza sie jesien. We wrzesniu nasze wieczory kreca sie wokol czerwonego katalonskiego nieba i festiwalu. Rok szkolny w moim Osrodku zacznie sie dopiero za tydzien, a teraz spotykamy sie codziennie na tych zebraniach z ktorych niewiele wynika. Daje mi to jednak troche czasu by pozegnac sie z tym latem. A lato bylo bardzo udane tego roku.


Rozpoczelam je wspanialym koncertem U2 na Camp Nou w Barcelonie. A zaraz po koncercie jechalam odebrac z lotniska moja siostre i Pauline. Na szczescie goscie mnie tego roku nie zawiedli. Przybywali jedno po drugim, a my rowniez jedna po drugiej otwieralismy dla nich kolejne flaszki rozowego wina. Odpalalismy silnik naszego starego acz wiernego samochodzika i podbijalismy kolejne szlaki.
Przed przyjazdem do nas Sasza zakupila w Biedronce (za cene 10 zl) nadmuchiwana plastikowa foke. Oczywiscie biedna Saszka narazila sie tym na niewybredne komentarze z naszej strony. I gdy juz plastikowe zwierze zostalo nazwane Bianka, gdy wszyscy juz smiali sie z Saszy wtedy odkrylismy, ze z Bianka to juz jest zupelnie inny komfort plywania i wtedy wszyscy po kolei prosilismy: Sasza , pozycz foki!


W tym roku pobilam wlasny rekord przebywania na plazy, oczywiscie przez moja siostre, ktora wyciagala nas regularnie nad morze. Zreszta niewazne czy plaza kamienista, skalista czy piaszczysta! Wazne , ze jest woda. Bo gdy moja siostra czuje nosem wode to zaraz nogi ja tam niosa. Jakims cudem nie roztopilam sie od slonca i rozpuscilam od soli w Morzu Srodziemnym i mialam sily pozegnac moich gosci i wyruszyc w swoja podroz.


Spakowalismy wiec pare koszulek i dwie pary spodnie do plecakow i wyruszylismy. Ja, chlop i plecaki w strone Czarnego Ladu.
Ta podroz uderzyla we mnie z wielka moca i z pewnoscia nieraz jeszcze napisze o niej na tym blogu, bo Afryka daje czlowiekowi wielka lekcje czlowieczenstwa.
Wrocilismy z tej podrozy bardzo zmeczeni gdyz omijalismy hotele i wygodne lozka. Spalismy w domach z gliny razem z rodzinami, na podlodze, razem z nimi jedlismy rekoma, razem z nimi podrozowalismy przepelnionymi autobusami gdzies pomiedzy Sahara a gorami Atlas. Czasami godzinami szlismy przez pustynie, czasami ladowalismy butelki z woda na osiolka by rodzina miala co pic, a czasem z pasterzami szlismy pasc kozy.


Po powrocie spalismy bez przerwy 17 godzin. Obudzilismy sie w wygodnym lozku i ja powiedzialam : tesknie za Afryka. Ja tez, odpowiedzial Yannick.
Ale na szczescie Afryka jest niedaleko mnie, zaraz za brama Osrodka, w ktorym pracuje gdzie niebawem spotkam znowu nowych uczniow i nowe ludzkie historie. I chociaz tego pieknego lata mi zal, to ciesze sie na te jesien, bo jak to ja, Galapagos, mam glowie juz kolejne szalone plany :)


środa, 02 września 2009
387. Serce Samiry
W swiecie Samiry jest duzo kurzu i piasku. Codziennie ona i jej siostry zamiataja i myja dokladnie podlogi w calym domu. Rano, popoludniu i przed snem. W swiecie Samiry kobiety zyja w cieniu wlasnego cienia okryte w czarne chusty od stop po sam czubek glowy. W tym swiecie tylko raz odwazylam sie spojrzec na termometr, poznym popoludniem bylo 63 stopnie. W nocy temperatura spada nieznacznie, a w swiecie Samiry nie ma wentylatorow, klimatyzacji i basenow, w tym swiecie nie ma nawet biezacej wody w domu. A gdy ja nie moglam spac od goraca, mama Samiry dawala mi szklanke cieplego mleka z drobnozmielonymi migdalami i miodem. Troche pomagalo.

Poznalam Samire gdy przygotowywala ciastka na czas Ramadanu, maczala orzeszki ziemne w goracej wodzie, potem je smazyla , mielila, mieszala z cynamonem, startym imbirem, miodem i lepila w male uszka.W czasie postu-Ramadan od wschodu do zachodu slonca rodzina nic nie bedzie pila ani jadla. Po zmierzchu gdy odmowia modlitwe kobiety podadza daktyle mleko, gotowane jajka, chleb i zupe Harera. I te ciastka. Nie wiedzialam co moge robic w tym swiecie wiec usiadlam przy niej na podlodze i gniotlysmy razem te orzeszki.

Samira ma dwadziescia lat i po Ramadanie wyjdzie za maz za Jozefa.Samira nie zna Jozefa, jej rodzice wybrali jej meza i wynajeli juz jej serce. Takie mlode, piekne serce. Zapytalam sie jej czy sie cieszy na ten slub, a ona odpowiedziala, ze tak, bo wie ktory to ten Jozef, jest mily i pracowity.

Pare dni pozniej, bylismy w szkole Eludiego, wujka Samiry, czlowieka ktory walczy z analfabetyzmem w swiecie Samiry ( wsrod doroslych analafabetyzm siega ponad 70 procent). Dzieki Eludiemu, trafilam do tego swiata. Wtedy wlasnie przedstawiono mi Jozefa, narzeczonego Samiry, powiedzialam mu, ze ma wielkie szczescie bo Samira jest dobra i mila.

Ostatniego wieczoru w tym swiecie chcialam popatrzec na gwiazdy, bo gwiazdy na pustyni sa zaczarowane. A niebo bylo cale przykryty chmurami.
- Samira, zapytalam, czemu zaslonilas gwiazdy?
- To nie ja, smieje sie na glos Samira.To Allah.

| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Copyright ©
Cuba Libre
Douce France
Hispanoparlantes
"kraj lat dziecinnych, który zawsze zostanie piekny i czysty jak pierwsze kochanie"
O ludziach mniej wrednych
darmowe liczniki Geralt.blox.pl